Kategorie: Wszystkie | Codziennie | Górsko | Miejsca | Zdjęcia
RSS
piątek, 25 grudnia 2009

do Posen i okolic zjechało więcej znajomych niż przypuszczałam, że się pojawi

z Kolumbii, Francji, Włoch, Anglii i prawie całej Polski

napięty terminarz, ale tak długo na te spotkania czekałam, że ze szczęścia mnie rozrywa

czas świąteczny choć skłania mnie do całkowitego wyłączenia się z życia, postanowiłam w tym roku wykorzystać na towarzyskie akcenty:-)

 

18:54, mojasciezka , Codziennie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 20 grudnia 2009

chciałam zimy oj chciałam i mam aż nadto:-) zimno i mroźno, że zamarza wszystko. Cudownie, jak ja uwielbiam zimno. przynajmniej jest czym oddychać, czym się zaciągnąć:-)

do tego biegam dosłownie i w przenośni, do pracy biegnę, po pracy też biegnę tyle, że na spotkania rozmaite, na ostatnie zakupy, które sa dla mnie utrapieniem bo zakupów wszelkich nie znoszę, biegnę bo wtedy mi cieplej, biegnę bo mi tak dobrze, bo lubię, bo czemu nie.

na święta czekam, owszem ale już wiecie z jakiego powodu, właściwie z kilku powodów o czym już było poprzednio.

i ciągle jest mi tak jakoś dobrze, tu i teraz, a może być tam i teraz, a może być nieważne gdzie ale ważne, że teraz i tak w zasadzie po prostu dobrze mi, a co:-)

 

20:18, mojasciezka , Codziennie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 10 grudnia 2009

nie jestem zakochana, nie dostałam podwyżki, nie kupiłam Łady Nivy, nie jestem w górach na nartach, nie dostałam wolnego dnia, słowo NIE mogłoby się jeszcze w kilku zdaniach pojawić ale nie zmienia to faktu, że jestem przeszczęśliwa, czuję się jakby mi ktoś doczepił przepiękne skrzydła, które unoszą mnie każdego dnia o kilka centymetrów wyżej

chwilo trwaj...

22:20, mojasciezka , Codziennie
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 07 grudnia 2009

wstaje o 7 rano by pójść do pracy, po pracy siadam do komputera by pracować, w soboty pracuje, jak nie pracuje to przebywam na uczelni i jakby nie spojrzeć pracuje, umysł swój mobilizuje, zmuszam do wysiłku, zachęcam do pracy a wierzcie mi wytężać umysł przez osiem godzin po tygodniu ciężkiej pracy to nie lada wysiłek, w niedzielę powtórka z rozrywki, opuszczam gmach szacownej uczelni by jadąc do domu myśleć tylko o tym, że jutro znowu do pracy.

i tak sobie pracuje, żyję, oddycham pełną piersią i pomimo zmęczenia na twarzy tuszowanego mazidłami wszelkimi jakie tylko wpadną w ręce, nie da się ukryć, że z utesknieniem czekam na te kilka dni świąt, które dla mnie oznaczają tylko sen, jadło, spacery, filmy, sen, jadło, spacery, filmy, sen...

08:25, mojasciezka , Codziennie
Link Komentarze (6) »
środa, 02 grudnia 2009

 

 

 

O Wandzie Rutkiewicz napisano już tak wiele słów, że każde kolejne będą tylko powieleniem tego, co już powstało. Może i tak, z pewnością tak, ale to, co postaram się tu napisać będzie moje i tylko moje. Dalekie od recenzji, dalekie od ocen, od streszczeń.

Uciec jak najwyżej. Nie dokończone życie Wandy Rutkiewicz Ewy Matuszewskiej to bardzo osobista relacja przyjaźni dwóch wyjątkowych kobiet, a kobiety dzięki bogu są wyjątkowe już w samym swym bycie. Ewa Matuszewska nie sądziła, że jeden wywiad, który miała przeprowadzić z Wandą stanie się początkiem tak długiej i trwałej przyjaźni. Ta książka to zapis rozmów, których miały pod dostatkiem, a które stały się swoistą ścieżką ich życia. Wanda Rutkiewicz opowiada o górach, o przyjaciołach, wreszcie o sobie, o kobiecie szczęśliwej, spełnionej, o himalaistce z ciągłym apetytem na kolejne szczyty. Poznajemy pierwszą Europejkę, która zdobyła Mount Everest, pierwszą kobietę, która zdobyła K2, kobietę, która uwielbiała szybkie samochody i zmieniała je jak rękawiczki. Przyglądamy się Wandzie, która tak bardzo ludzko zmagała się z brakiem zrozumienia ze strony wszystkich tych, dla których była jedynie niespełnioną kobietą, zbyt ambitną i egoistyczną. Konsekwencja w działaniu, pragnienie kariery zawodowej, realizacja planów kosztem dużych nieraz wyrzeczeń, taki miała pomysł na życie i konsekwentnie go realizowała, to wszystko nie zmniejszało jej kobiecości, wręcz przeciwnie w moich oczach stawała się z każdą stroną książki kobietą jeszcze bardziej wyjątkową. Chciałam ją zrozumieć i rozumiałam. Jej samotność, wytrwałość, pasję. To ciągłe parcie do przodu, ambicje, to wszystko być może dlatego, że tak mi bliskie, jestem w stanie zrozumieć. Żałuję, że nie dane mi było posłuchać Wandy Rutkiewicz jak o swoich wyprawach snuje opowieść. Gdyby tak się stało, byłabym z pewnością ostatnią osoba, która opuściłaby pomieszczenie.

W góry, jak mówiła, idą ludzie, którzy są samotni, którym samotność jest potrzebna. Koleżeństwo i przyjaźń są czymś wspaniałym, zwłaszcza w górach, ale są ludzie potrzebujący dla siebie określonej psychicznej przestrzeni, nie zakłóconej przez nikogo. I tacy właśnie przeważnie chodzą w góry.

Do zobaczenia na szlakach …

Ta książka to zaledwie kropla w morzu książek górskich, które zapełniły moje mieszkanie. Samo ich czytanie, chodzenie po górach, planowanie kolejnych wyjazdów, spotkania z górskim zabarwieniem, rozmowy do białego rana, to wszystko stało się pewnym sposobem na życie, na moje życie. Trzydzieści lat poszukiwań by stanąć w końcu w obliczu odnalezionego.

Pysznie jak mawia K.

22:19, mojasciezka , Codziennie
Link Dodaj komentarz »